Przypadki refleksologa

Cudowna przemiana pani Bogumiły, lat 70.

Pani ta zgłosiła się do mnie z powodu poważnych problemów z kręgosłupem. Lekarz prowadzący doradzał operację, na którą nie bardzo chciała się zgodzić. Starała się być bardzo dzielna i odporna na ból, chociaż w przypadkach dłuższych i większych dolegliwości sięgała po leki przeciwbólowe.

Od razu umówiłyśmy się na serię zabiegów, które rozpoczęłyśmy jeszcze przed świętami. Jednak z powodu przerwy świątecznej, wyjazdu Pani B., tak naprawdę systematyczne spotkania ruszyły w połowie stycznia 2015 roku, a wraz z nimi powolna, ale systematyczna przemiana pani B. Spotykałyśmy się dwa razy w tygodniu.

Rzeczywiście refleksy całego kręgosłupa okazały się być dość bolesne, a szczególnie te na lewej stopie, praca na odcinku piersiowym przypominała rzeźbienie w glinie, a zewnętrzna krawędź lewej pięty kryła niesłychanie bolesne i trzeszczące miejsca, jednak nadbudowane przez lata blokady z każdym zabiegiem ustępowały. Dolegliwości bólowe również. Leki przeciwbólowe poszły w odstawkę. Oczywiście oprócz problemów z kręgosłupem wyszły na jaw inne sprawy, na przykład uzależnienie od słodyczy (nadkwasota) i co za tym idzie spora nadwaga. Bolesne były również refleksy wątroby i żołądka, sporo czasu potrzebowałam na rozpracowanie dużego palucha i pozostałych palców, podkurczonych, z nagniotkami po zewnętrznej stronie. Mocno zablokowane były też refleksy okrężnicy zstępującej, poprawiło się wypróżnianie.

Pani B. jest bardzo miłą i kontaktową osobą, a więc podczas zabiegów wypytywała o różne sposoby poprawy kondycji i zdrowia. Wyznała, że w młodości uprawiała wyczynowo kajakarstwo i ma świadomość, jak ważną rolę w utrzymaniu dobrego zdrowia pełni ruch i utrzymanie ciała w dobrej kondycji i że od dawna próbuje schudnąć ale wszystkie dotychczasowe wysiłki zakończyły się niepowodzeniem albo następował efekt jo-jo. Jednak pani B. to twarda sztuka, postanowiła spróbować ponownie. Jej postanowienie noworoczne brzmiało: "Muszę schudnąć". Plan był jasny: korzystać z dobrodziejstw refleksologii, rzucić słodycze, zapewnić sobie codzienną dawkę ruchu i kłaść się wcześniej spać.

refleksologiaZabiegi trwały, w tym czasie pani B. walczyła z uzależnieniem od słodyczy, rozpoczęła regularne ćwiczenia na rowerze stacjonarnym i ze smovey, masaże tkanki brzusznej pierścieniami smovey, wprowadziła picie zielonych koktajli. Kiedy pani B. oświadczyła, że zrzuciła pierwszy kilogram, obydwie wiedziałyśmy, ze wszystko jest na dobrej drodze, a przy ostatnim zabiegu usłyszałam, że waga pokazuje o pięć kilogramów mniej, a co najważniejsze kręgosłup nie dokucza.

Spotykamy się jeszcze, raz na dwa tygodnie, ( do tej pory zabiegów było czternaście), później nasze spotkania będą coraz rzadsze, tak aby organizm nauczył się radzić sobie sam bez wspomagania refleksologią. Wiem, ze proces samo naprawy ciągle trwa i ze to jeszcze nie koniec niespodzianek, ale dla mnie to co najważniejsze już się wydarzyło, bowiem, jak na refleksologa przystało odnalazłam zdrowie w schorowanym ciele człowieka. I to wszystko.


Wakacje refleksologa.

refleksologiaNa ferie zimowe wyjeżdżaliśmy nieco kaszlący i zakatarzeni, wierząc, że świeże górskie powietrze wpłynie na nas ozdrowieńczo, jak się później okazało nie wszystkim jego działanie pomogło. Ponieważ pogoda sprzyjała kolejny dzień po przyjeździe spędziłam z rodzinką na stoku narciarskim, korzystając z uroków prawdziwej zimy i w miarę dobrym samopoczuciu. Wieczorem jednak wszystkie objawy mocno się nasiliły, chociaż noc minęła w miarę spokojnie. Tak naprawdę poddałam się dopiero następnego dnia po śniadaniu i poszłam do łóżka chorować. Po paru godzinach postanowiłam podejść do sprawy po swojemu, czyli po refleksologicznemu (nie pytajcie dlaczego tak późno). Mając pod ręką pudełko z maścią rozgrzewającą rozpracowałam intensywnie o jego krawędzie wszystkie opuszki palców, czyli refleksy zatok, trwało to może 20-30 minut. Po upływie tego czasu poczułam, że moja głowa staje się coraz lżejsza, że obręcz, która ściskała moje skronie zwolniła swój ucisk i że obrzęk zatok wyraźnie zszedł. Kiedy minęło następne 30 minut ja byłam gotowa do tego aby wstać i udać się na posiłek. Od tej chwili pożegnałam się z chusteczkami, do wieczora wróciło dobre samopoczucie i zdrowie. Niech żyje refleksologia!

Aby jednak nie było za łatwo kolejną ofiarą wirusów był mój dziewięcioletni syn, który po szaleństwach na stoku przekaszlał pół nocy. Po moich doświadczeniach postanowiłam nie czekać tylko jeszcze przed południem rozpracowałam mu na rękach klatkę piersiową, refleks płuc i oskrzeli, mimo protestów z jego strony, ponieważ znalazłam tam parę bardzo wrażliwych i bolących miejsc, zaś przed snem wykonałam to samo na stopach, dodając jeszcze palce i śródstopie. Skutecznie, ponieważ kolejna noc i następne minęły spokojnie.

W drodze powrotnej nie obyło się bez incydentów i mojej ingerencji. Tym razem sprawa wyglądała poważnie, ponieważ podczas długotrwałej jazdy samochodem nasiliły się u mojej 14 letniej córki objawy choroby lokomocyjnej, a kilkukrotne wymioty spowodowały znaczne wychłodzenie ciała i bardzo złe samopoczucie. Nie mogliśmy sobie pozwolić na dłuższy postój ponieważ do celu pozostało 300 kilometrów a późna pora nie sprzyjała nam i kondycji kierowcy. Zatrzymaliśmy się na przysłowiowe 15 minut. Postanowiłam zadziałać, jak na rasowego refleksologa przystało. Wzięłam jej zmarznięte ręce w swoje dłonie i rozmasowałam próbując najpierw rozgrzać nieco, potem poprosiłam aby wzięła parę głębszych oddechów i postarała się uspokoić a ja w tym czasie rozpracowałam dokładnie przeponę i splot słoneczny, potem klatkę piersiową. Widziałam, jak stopniowo schodzi z niej całe napięcie, jak zaczyna nabierać kolorów na twarzy. Następnie rozmasowałam wnętrze dłoni i po chwili usłyszałam upragnione "Dziękuję, czuję się lepiej". Ponieważ Mąż nalegał aby już ruszać, a ja wiedziałam, że muszę jeszcze chwilę popracować na dłoniach córki dla utrwalenia efektu, usiadłam koło niej w samochodzie i dalej delikatnie, bardziej już masując niż rozpracowując, pracowałam na rękach. Po piętnastu minutach córka smacznie zasnęła na moim ramieniu, a ja odetchnęłam z ulgą ale też z ogromną satysfakcją i podziwem dla możliwości ludzkiego ciała przy wsparciu działaniami refleksologa.


Pomoc koleżeńska

refleksologiaMoją znajomą od pewnego czasu męczy dziwny kaszel, alergiczny, jak mówi o nim sama. Pierwszy rzut miał miejsce przed świętami i niestety nie znalazłyśmy czasu aby spróbować zadziałać refleksologią. Zresztą, jej sceptycyzm wobec tej terapii jest duży, więc nigdy nie narzucam się ze swoją pomocą. Renata należy do tej części naszego społeczeństwa, które bardziej wierzy w medycynę akademicką niż terapie naturalne. Ostatecznie wzięła sterydy i wszystko ucichło. Niestety parę tygodni temu temat powrócił razem z uciążliwym kaszlem. Tym razem, ponieważ koleżanka nie protestowała, porządnie rozpracowałam jej klatkę piersiową na rękach. Efektem była zmniejszona częstotliwość kaszlu i jak powiedziała ona sama: zdjęcie ciężaru z klatki piersiowej. Następnego dnia dostałam pozwolenie na wykonanie pełnego zabiegu na stopach. Bólu było sporo, zwłaszcza w receptorach krtani, oskrzelach, okrężnicy i zastawki krętniczo-kątniczej. Pod koniec zabiegu kaszel bardzo się nasilił, tak jakby organizm zapragnął pozbyć się wszystkich zapasów zgromadzonej wilgoci, ale samopoczucie było znacznie lepsze niż przed zabiegiem. Nie mogłam przewidzieć, jak sprawy się potoczą ale wiedziałam , że poruszyłam właściwe miejsca i mechanizmy naprawcze powinny zadziałać. Jednak nie kryłam swego zaskoczenia kiedy następnego dnia rano otrzymałam sms takiej treści: "Jak ręką odjął. Nie wierzę ale muszę. Dziękuję".

To był piękny poranek i życzę wszystkim refleksologom takich każdego dnia.



Krzysztof, lat 39.

Borykając się już od kilku lat "problemami żołądkowymi", zgagą występującą zarówno po spożyciu pokarmów, jak i w wyniku stresu. Dodatkowo na skutek alergii na alternaria i roztocza znajdujące się w kurzu, sierści zwierząt od 2 klasy szkoły podstawowej występują u mnie sezonowo objawy astmy oskrzelowej a także 4 lat bóle zatok i stany zapalne spojówek. W 2013 roku operacyjnie (FSS) usunięto mi kostniaka z zatoki sitowej prawego oka, dzięki czemu przez rok problemy z oczami nie dawały o sobie znać. Po operacji uznano, iż problemy z oczami i zatokami już nie wystąpią, chyba, że kostniak będzie odrastał.

W maju 2016 r. pojawiły się intensywne bóle oka przebiegające wzdłuż osi oka, tzn. od źrenicy "przez głowę". Z początku ból pojawiał się raz w miesiącu, w sierpniu 2016 występował już częściej, niż raz w tygodniu. Niezależnie pojawiły się także bóle zatoki szczękowej prawej. Przeszywające bóle powodowały, że zażywałem silne leki przeciwbólowege. Zwykle po kilku godzinach ból ustępował niemniej nie zostawało to bez wpływu na mój żołądek. W sierpniu 2016 zdecydowałem się na udział w zabiegu refleksologicznym. W tym czasie zostałem także skierowany przez lekarza na tomografię w celu zdiagnozowania, czy kostniak nie odrasta. Wynik tomografii był negatywny, tzn. nie odnaleziono przyczyn powstawania bólu.

Kolejną chorobą na którą choruję (od 2012 r.) są zaburzenia adaptacyjne. Choroba nasiliła się po śmierci taty w 2014 r. Przez rok zażywałem leki zapisywane przez psychiatrę. Dodatkowo z racji wykonywanego zawodu (praca siedząca "przed komputerem") miałem problemy z zaśnięciem.

Działanie refleksologii:

Już 3 zabieg refleksologii (od sierpnia 2016 r.) przyniósł zmniejszenie częstości występowania i osłabienie natężenia bólu związanego z oczami i zatokami. Po 8 zabiegu (zabiegi w odstępach tygodniowych) objawy zaniknęły. Dodatkowo zauważyłem także znaczną poprawę mojego nastroju i obecnie nie zauważam już stanów lękowych ani depresyjnych, które wcześniej nie pozwalały mi na "normalne funkcjonowanie" a tabletki, które miałem zażywać od września "pozostały w apteczce". Na co dzień czuję się pełen energii. Pomimo korzystnych zmian samopoczucia pozostaje kwestia problemów jelitowych z którymi mam nadzieję uporać się z moją Panią Refleksolog w niedalekiej przyszłości.



2020

Często w moim gabinecie słyszę pytanie o to, kto korzysta z zabiegów refleksologii, czy głównie ludzie starsi, czy także młodzi? Nie prowadzę takich statystyk ale z oczywistych względów przeważają ludzie w zaawansowanym wieku. Niektórzy wpadają na krótko i znikają, niektórzy chodzą systematycznie, jeszcze inni wpadają od czasu do czasu, ale najciekawsze są te przypadki kiedy po dłuższej przerwie wracają ponownie. Pozwólcie, że zacznę od młodszych wiekiem.

Czteroletni Franek.

Do gabinetu refleksologii trafił dzięki Babci, która sama korzysta z takich zabiegów w swojej miejscowości. Dziecko od urodzenia nie wypróżnia się samodzielnie, brak jednoznacznej diagnozy ze strony lekarzy ani określenia co jest tego przyczyną. Jedyne wyjaśnienie tej dolegliwości, to fakt, że dziecko ma jelito grube za długie, jak na swój wiek. LECZENIE, KTÓRE ZASTOSOWANO, TO PODAWANIE ŚRODKA PRZECZYSZCZAJĄCEGO, co z kolei powoduje popuszczanie kału w majtki, w związku z tym Franek notorycznie chodzi w pieluszce. Aby dziecko czuło się bezpiecznie podczas zabiegu zaproponowałam aby Babcia usiadła razem z Frankiem ma fotelu, a ponieważ w planach było czytanie książki więc uwaga Franka została skierowana na inne tory. Pierwszy zabieg nie trwał długo, zaledwie dwadzieścia minut. Bardzo starałam się nie zrazić go do terapii, przy każdym bolesnym miejscu pytałam o intensywność bólu, zmieniałam nóżkę, stosowałam techniki relaksacyjne. Stópki dziecka były obrzmiałe i zalane galaretowatą masą, nie było mowy o głębszych wejściach, rejon klatki piersiowej bardzo wrażliwy, kiedy zapytałam czy są jakieś inne problemy, Babcia potwierdziła, że dziecko ma astmę oskrzelową. Nie zdziwiło mnie, to ponieważ słyszałam nieraz od Wandy Bratko, że przyczyna astmy tkwi w jelitach. Wiedziałam też, że doprowadzenie organizmu do równowagi zajmie nam trochę czasu i że potrzebne jest wsparcie, pomiędzy zabiegami, kochającej Babci w postaci jej pracy na stópkach Franka. Zaczęliśmy spotykać się regularnie, po pierwszych dwóch, zabiegach nie było żadnej widocznej reakcji, usłyszałam nawet lekkie powątpiewanie w głosie Babci, czy ta refleksologia w ogóle coś daje???. Odpowiedziałam, że dopóki dziecko dostaje dwa razy dziennie lek przeczyszczający nie będziemy wiedziały, jaka jest odpowiedź organizmu. Gdyby dawki zostały zmniejszone lub został wydłużony czas między jego podaniem wtedy jest szansa na dostrzeżenie co się tak naprawdę dzieje w organizmie. Wiem, że złamałam świętą zasadę, że refleksolog nie sugeruje odstawienia leków ale w tej sytuacji uznałam, że lek przeczyszczający nie jest tak naprawdę żadnym lekarstwem, tylko wymiataczem, który na dodatek uszkadza jelita i ich warstwę ochronną. No i miałam rację, przy następnym spotkaniu usłyszałam dobre wieści, Franek po raz pierwszy zawołał, że chce do toalety i wypróżnił się siadając na ubikacji. Stało się to po zmniejszeniu dawki o połowę i podaniu jej co drugi dzień. Podobno w rodzinie była to na tyle ważna wiadomość, ze mówiono o tym jeszcze przez parę dni. W tym momencie wiedziałam już, że teraz będzie już tylko lepiej. Przy kolejnych wizytach słyszałam podobne, dobre wieści. Nareszcie jelita mogły podjąć samodzielną pracę, a "wielkie kupy" zdarzają się coraz częściej, na dodatek wzmocnił się układ odpornościowy, Franek nie choruje już tak często i tak intensywnie, jak kiedyś, nie ma potrzeby podawania mu doustnie sterydów. Mam wrażenie, że poprawiła się też jego wymowa (ponieważ sepleni dość mocno), a Babcia mówi, że chyba także poprawił się wzrok (dziecko nosi okulary), ponieważ kiedy czekał na nowe okulary, świetnie radził sobie bez nich. Spotykamy się od końca stycznia, niedługo minie czwarty miesiąc, a zabiegi mamy zaplanowane do końca czerwca, już nie mogę się doczekać, co jeszcze się wydarzy i zadzieje w tym małym człowieku o bardzo wielkim sercu. Teraz zabieg u Franka trwa około 45 minut, chyba, ze Franek protestuje i stanowczym głosem mówi krótko: "Kończymy" ale i tak za tydzień z chęcią jedzie na swój masaż stópek!!!


2. Pan Grzegorz, lat 35.

Ostatnio pojawił się u mnie młody mężczyzna, z powodu silnego bólu w stopie, dokładnie pod palcami, dla nas w rejonie klatki piersiowej. Ból ten pojawił się w sytuacji dość prozaicznej, bo w kościele, podczas przyklęknięcia na prawe kolano. Zaliczył już wizytę u ortopedy, dostał odpowiednie wkładki i ...nic. Potworny ból, nasilał się w trakcie chodzenia. Podczas pierwszego zabiegu starałam się nie dotykać bolesnego miejsca, jednak kiedy sprawdziłam miejsce odpowiadające na drugiej stopie, znalazłam tam sporo bólu, a ponieważ były to refleksy górnego układu trawiennego, rozpoczęła sie opowieść o problemach ze zdrowiem, o latach nie dbania o ciało, zmuszania do wysiłku, katowania napojami energetyzującymi i brakiem snu. Po takiej opowieści nie zdziwiło mnie, to co znalazłam w stopach. Galaretowate i obrzęknięte stopy, pełne bólu przy mocniejszym dotyku, niemal w każdym rejonie. Pan nie był zachwycony tym, że musiał sprostać takiemu wyzwaniu ale wykazał też sporo zrozumienia i uświadomił sobie potrzebę zmiany swoich nawyków i przyzwyczajeń. Okazało się, że zabieg przyniósł mu następnego dnia ulgę w cierpieniu i postanowił korzystać z zabiegów. Jednak kiedy nadszedł dzień kolejnego spotkania otrzymałam telefon od pana Grzegorza, że nie może przyjść na wizytę bo ból w stopie powrócił i jest wyjątkowo silny. Powiedziałam, ze szanuję jego decyzję, jednak uważam, jako refleksolog, że tym bardziej powinien pojawić się u mnie, bo szkoda tego dobra, które zadziało się podczas pierwszego zabiegu, a po drugie jest szansa aby sprawdzić, jak refleksologia może zadziałać przeciwbólowo. No i udało się...wprawdzie nie obeszło się bez bólu i pogróżek: " oj, bo przestanę Panią lubić" ale taka nasza praca. Zresztą, kiedy następnego dnia emocje opadły i ból ustąpił, usłyszałam w telefonie: " Pani Aniu, jest Pani Kochana...stopa w ogóle nie boli. Spotykamy się za tydzień na następnej wizycie". To dobrze, bo w kolejce do naprawienia i dostrojenia, czekają: żołądek, kręgosłup, skołatane nerwy i układ oddechowy. Jednak z racji wieku i powziętej decyzji o zadbaniu o własne zdrowie moje rokowania są bardzo pozytywne i wierzę mocno, że za parę miesięcy Pan Grzegorz będzie w bardzo dobrym stanie.


Monika, lat 51.

Monika, moja koleżanka ze studiów, która od dziesięciu lat cierpi na Śródmiąższowe Zapalenie Pęcherza, ( nazwa nie oddaje istoty dolegliwości), do tego Wrzodziejące Zapalenie Jelita Grubego, sporej wielkości mięśniaki (lekarz prowadzący doradza operację), bezsenność ( nie zasypiała bez tabletek nasennych) i bóle kręgosłupa w odcinku lędźwiowym. Od dziesięciu lat przeżywa niewyobrażalne cierpienie, które polega na bardzo bolesnych atakach bólu, spowodowanych zapaleniem nerwów obwodowych dochodzących do pęcherza, każde pojawienie się choćby kropelki moczu w pęcherzu potrafiło wywołać atak, dlatego Monika nie rozstawała się z butelką wody i potrafiła wypić w ciągu dnia cztery litry, ponieważ przepłukiwanie pęcherza powodowało chwilową ulgę. Warto dodać, że jej pęcherz jest w stanie pomieścić nie więcej niż 50 mililitrów moczu. Jej rekord ilości odwiedzin w toalecie wynosi 120 razy w ciągu dnia, dlatego zaczęła nosić pieluchy. Niestety medycyna akademicka nie zaproponowała jej niczego, co przyniosłoby ulgę w cierpieniu, oprócz leków przeciwbólowych ale i te nie sprawdziły się. Za to jeden z prowadzących ją przez jakiś czas lekarzy zrobił na jej przypadku doktorat. Pojawiła się u mnie we wrześniu. Kilka pierwszych zabiegów było naprawdę trudnych, okolice pęcherza i cewki moczowej zgrubiałe i wielkości śliwki, bardzo bolesne ale co dziwne tylko na prawej nodze, do tego układ trawienny bardzo wrażliwy i dolny odcinek kręgosłupa, linia pięty i poniżej, wszędzie sporo bólu. Gdybym nagrywała odgłosy wydawane przez nią, nikt nie uwierzyłby, że to zabieg refleksologii, raczej sala tortur albo coś w tym stylu. Oboje wiedziałyśmy, że jeśli oczekujemy efektów, to praca na stopach nie może być głaskaniem. Więc Monika powtarzała tylko: "rób, rób, nie przejmuj się, ja sobie tylko tak pokrzyczę". Po kilku pierwszych zabiegach miała pierwszą od dziesięciu lat tygodniową przerwę od bólu, ataki były rzadsze i mniej intensywne ale nie wszystko szło gładko...pojawiły się plamienia, krwawienia z dużymi skrzepami, złamanie kości śródstopia, a raz nawet bardzo silny atak bólu, który trwał z małymi przerwami nawet kilka dni. Pamiętam ten poranek, kiedy zgięta w pół przyszła do mnie na zabieg, a po wejściu rozpłakała się na dobre...potem poszła do toalety i tam wyła z bólu. Pomyślałam sobie: nie będzie łatwo wyciszyć rozchwiany organizm ale jeśli teraz jej nie pomogę, to cała, wielomiesięczna praca pójdzie na marne. Nie było łatwo pracować wiedząc, że sprawiam jej dodatkowe cierpienie, starałam się to robić z dużym wyczuciem, ostatecznie pod koniec zabiegu Monika zasnęła, a atak pojawił się jeszcze następnego dnia ale na krótko.


Koniec roku prowokuje do podsumowań i wspomnień...

A więc jaki był dla mnie ten mijający 2019 rok? Wyjątkowy pod wieloma względami.... w październiku zostałam nauczycielem zawodu w Polskim Instytucie Refleksologii a w listopadzie poprowadziłam swoje pierwsze szkolenie ....niewiele z niego pamiętam... wkrótce krytycznym okiem zaczęłam się przyglądać, w jaki sposób prowadzę zajęcia, zadałam sobie pytanie: czy sama byłabym zadowolona z uczestnictwa w takim kursie? Co robię dobrze, a co wymaga poprawki?... sięgałam pamięcią do czasu, kiedy sama byłam uczestnikiem kursów, pożyczałam i wcielałam w życie to co moim zdaniem było dobre od moich mentorów i nauczycielek refleksologii. Słuchałam i obserwowałam...przyglądałam się pracy rąk uczestników moich kursów, cierpliwie poprawiałam i powtarzałam zasady chodzenia kciukiem i prowadzenia zabiegu i ciągle czuję niedosyt...a może można jeszcze lepiej, mądrzej? Mam cichą nadzieję, że każde spotkanie jest coraz ciekawsze, bogatsze i lepsze... Kim są uczestnicy adepci refleksologii? To wyjątkowi ludzie... przede wszystkim bardzo odważni... Dlatego zawsze rozpoczynam nasze spotkania od gratulacji, bez względu na to co robią w życiu, kim są i ile mają lat. Gratuluję im tego, że podjęli taką decyzję, że wybrali terapię, która nie jest ani modna ani znana, że przełamują stereotypy w szukaniu zdrowia oraz, że zaufali sobie i obdarzają zaufaniem mnie. Niektórzy z nich łapią bakcyla refleksologii i czują się w tym zawodzie, jak przysłowiowa ryba w wodzie i pokonują kolejne stopnie w imponującym (czytaj: zatrważającym) tempie. Inni ślimaczą się i ociągają ale przecież jedni i drudzy mają ten sam cel: szukają zdrowia dla siebie, swoich bliskich lub chcą pomagać tym, którzy cierpią. Czy znacie szlachetniejsze zajęcie?

Praca z CUD - em, czyli Ciałem, Umysłem i Duszą przynosi efekty już na samym szkoleniu... bóle głowy, kolan, kręgosłupa, bezsenność, ostrogi... i to wszystko dzieje się w ciągu dwóch dni szkolenia, w trakcie dwóch zabiegów, ( niektórzy mają niedosyt i twierdzą, że szkolenia powinny trwać trzy dni). Ale są też zmiany w warstwie emocjonalnej, psychicznej. Ostatnio jedna z uczestniczek ze zdziwieniem stwierdziła, że nie przypuszczała, iż pracując tylko (!!!) na stopach można uzyskać tak rewelacyjny efekt odprężający i głęboko relaksujący ciało. Takie odczucia potwierdzają to, o czym wszyscy refleksolodzy wiemy od dawna: STOPY TO LUSTRZANE ODBICIE CZŁOWIEKA, całego człowieka. Dlatego kończąc każde szkolenie, życzę wszystkim uczestnikom, tego aby każdy z nich mógł usłyszeć to, co ja po wykonaniu kilku zabiegów na stopach i twarzy jednej z moich pacjentek ( teraz już naszej koleżanki refleksolog):

TO NIESAMOWITE, PRZYSZŁAM DO CIEBIE Z DOLEGLIWOŚCIAMI CIAŁA, A TY UZDROWIŁAŚ MOJĄ DUSZĘ, TERAZ WIEM, ŻE DAM SOBIE RADĘ Z INNYMI PROBLEMAMI.

Wydaje się, że ta myśl zawiera w sobie całą istotę działania refleksologii i mogłaby być pointą mojej wypowiedzi ale chciałabym dodać jedno życzenie, a właściwie prośbę, którą kieruję do wszystkich, którzy pokochali refleksologię z wzajemnością: NIE BÓJ SIĘ.

Nie miej obaw aby pomagać innym;

Jeśli masz obawy pytaj innych refleksologów; Nie zastanawiaj się czy Twoje pytania są mądre, pamiętaj, że nie ma głupich pytań. Jeśli koniecznie chcesz znać odpowiedź a nie masz jej w głowie, posłuchaj uważnie organizmu. Nie zamykaj się w czterech ścianach gabinetu, wymieniaj się wiedzą i doświadczeniem z innymi terapeutami. Czytaj i słuchaj, ucz się i sprawdzaj ale nie zapominaj też o swojej intuicji. Dbaj o swoje zdrowie i kondycję, znajdź refleksologa w swojej okolicy i wymieńcie się zabiegami. Poszukaj równowagi w sobie i radości życia.

NIE BÓJ SIĘ ŻYĆ, A ZOBACZYSZ, JAK ŻYCIE MOŻE BYĆ PIĘKNE.

Z wdzięcznością i radością przytulam do serca wszystkich, których spotkałam na swej drodze w mijającym roku i cieszę się na kolejne spotkania w nadchodzącym roku.

wstecz
Jeśli jesteś gotowy, chętnie podpowiem, jak zrealizować kolejne kroki i poprowadzę Cię donowego, zdrowszego życia.